Unfinity I
Witam wszystkich. Moje imię nie jest tu istotne. Wystarczy wam wiedzieć, iż znają mnie jako Lokidottir. To moja pierwsza próba z opanowaniem uniwersum Marvela i nadaniem mu kształtu na moje podobieństwo. Tak, tak ambicje po tatusiu... Może trochę większe. Tak, czy inaczej zapraszam was do czytania. Temat zrodził się w mojej głowię, po obejrzeniu "Thor'a: Ragnarok". Po prostu nie byłam w stanie znieść tego, jak z potężnego Lokiego... Zrobili nieudolnego Psotnika. Serce się kraja i pozostawia "pobożne" życzenie, aby okazało się, że to tylko jedna z wielkich intryg boga Chaosu i wszystkiego co idealne...
ZASTRZEŻENIA: Uwaga jest to fanfiction niekanoniczne, z uwzględnieniem charakterów postaci i biegu wydarzeń, ale jak to w fanficach bywa: wybiórczo, wedle weny, nastroju, i zachcianki. Nie wszystko będzie się zgadzać. Nie próbujcie odnosić tego do kanonu. Mogą pojawić się wątki slash, frenemy, czy niekanoniczne pairingi (np. frost iron). Jest to moja własna wizja inspirowana filmowym uniwersum Marvel'a.
Zapraszam do czytania i komentowania.
I.
Ragnarok, Hela, znowu ten wariat Loki, Thor, Saakar, Banner, magia, Asgard... Starał się przyswoić newsy, jakimi poczęstował go niespodziewany gość. Świat znowu był zagrożony, a właściwie to wszechświat. Dochodziły do tego jeszcze jakieś magiczne kamyczki i Thanos, o ile dobrze zrozumiał - z jakichś innych wymiarów. Znakomicie. Nie dość, że dopiero co musiał się pogodzić, że: Świętego Mikołaja nie ma, rodzynków nie robi się z kuli od kręgli, nawet on nie odkupi Half Life 3, a nordyccy bogowie istnieją i do tego doszło jeszcze to... A mógł zostać aktorem, czy producentem gier, albo kupić sobie trzecią bezludną wyspę i pojechać w podróż dokoła świata. Ten cholerny Strange musiał popsuć mu plany na popołudnie. Pepper się wkurzy, że znowu idzie ratować świat, nie podpisze jej jakichś papierów i wspominała też coś o jakiejś kretyńskiej konferencji prasowej...
- Doktorku, czy ty chcesz mi powiedzieć, że będziemy w stanie działać o wspólnych siłach i jesteś gotów znosić moje wypieszczone ego? - Tony wyszczerzył się szeroko i wyciągnął przed siebie rękę.
- Dla dobra wszechświata, Króliczku.- kącik ust Strange'a podjechał do góry, kiedy uścisnął dłoń Starka, trochę za mocno.
- Wiesz, ja nie jestem magiczną wróżką i nie naprawię sobie moich szlachetnych, naznaczonych ciężką pracą dłoni, jeśli mi je połamiesz. - miliarder rozprostował parę razy palce.- A tak po za tym, "Króliczku"?
- Z odłamkami dałeś sobie radę.- spojrzał wymownie na reaktor łukowy.- Co do króliczka, to hmm... Jak to leciało? Filantrop, miliarder, playboy?
Tony prychnął i wypił duszkiem całą szklankę cholernie drogiej whyski. Ostatnio znów zaczęła mu robić za główny produkt jego menu. Czym innym miał się zajmować, skoro nie było Avengersów? Co z tego, że miał pieniądze? Wszystko było takie nudne... Do teraz. Znowu musiał wbić się w kostium Iron Mana, a nad światem wisiała groźba zagłady. Sado-maso? Lubił ostrą jazdę, ale to tkwiło chyba głębiej w jego psychice. Może dlatego nie umiał być z Pepper... W ogóle z kimkolwiek i czymkolwiek. Powinien już dawno pójść do jakiegoś psychologa.
- Nie próbuj być śmieszny.- powiedział najbardziej grobowym tonem na jaki był w stanie się zdobyć, co wcale nie okazało się takie trudne.- Takie tanie teksty skutecznie psują image Arcy maga-Teraz-Już-Tylko-Trochę-Nieudacznika.
- Stark... - poklepał go delikatnie po ramieniu.- No to mamy kolejny wspólny problem, jeszcze chwila i zaczniemy chodzić na terapię małżeńską.
- Jestem zajęty, patrz.- miliarder pokazał mu środkowy palec.- Ups, zapomniałem włożyć pierścionka.
- Nie jesteś.- uniósł filiżankę herbaty w geście pozdrowienia i wziął łyka.
- Mam swoje roboty.- Tony sugestywnie uniósł brew, a Strange zaczął się krztusić.
- Kto komu...? - wycharczał starając się opanować, kaszel i śmiech.
- Zgadnij.- wymruczał mu do ucha...
...i tak zaczęła się ich współpraca.
~*~
Dotarł do gabinetu. Przed nim najtrudniejsza część zadania. Powiedzieć wszystko Pepper, ostatecznie to ona będzie musiała wszystko załatwiać. Odkąd przekazał jej firmę, a ta zaczęła spotykać się z Rhodesem trochę się pozmieniało. Głównie nie miał mu kto matkować. Widocznie obowiązki firmy i randki z jego najlepszym przyjacielem służyły jego eks. Nie miała czasu na ciągłe przeszkadzanie mu, w każdym głupim pomyśle. Tony dość boleśnie to odczuł. Musiał nauczyć się wstawiać pranie, ale postanowił skonstruować do tego robota, do kilku innych rzeczy też. Głównie po to, żeby się czymś zająć. Bruce był gdzieś daleko, o ile w ogóle żył. S.H.I.E.L.D się od niego odcięło, zabierając ze sobą Natashę i Clinta, a Steve miał swojego Buckiego i generalnie mógł się wypchać. Nalał sobie piątą szklankę whyski. Z jednej strony wizyta Strange'a wcale nie była taka zła. Ostatecznie i tak jego życie zmierzało, (jak zazwyczaj) ku dość sporemu zderzeniu z ziemią. Drzwi otworzyły się.
- Witaj, Tony.- Pepper zmierzyła sytuację wzrokiem, głównie butelki walające się na podłodze.- Coś ty znowu narobił?
- Ciebie też miło widzieć.- przyjrzał się jej dokładnie, może to ich ostatnie spotkanie.- Usiądź proszę. Napijesz się? Oczywiście, że nie... Świetna szminka... Nie pasuje ci. Lepiej ci w czerwieni. Ten róż jest zbyt zimny.
- Co się stało? - zacisnęła mocniej dłonie na teczce, bardzo starała się być opanowana.- Mam dziś umówione spotkanie, na za godzinę. Jeśli to coś ważnego...
- Wyjeżdżam.- rzucił nieobecnie.
- Co proszę? - opadła bezwiednie na ciemny, skórzany fotel.- Ile wypiłeś?
- To misja.- podał jej plik papierów.- Tu masz wszystko co potrzebne. Mój testamet w razie gdyby coś poszło nie tak... Ale to nie istotne, od tego momentu jesteś właścicielką Stark Tower, ale dostęp do warsztatu i wyników moich badań otrzymasz za pięć lat. O ile nie wrócę. W ogóle, najlepiej jakbyś na razie nic nie sprzedawała, ale ktoś musi czasem nakarmić rybki. Dostęp do mojego konta już masz, jakbyś chciała kogoś do tego wynająć...
- Co to ma znaczyć? - w jej oczach pojawiły się łzy.- Dokąd wyjeżdżasz? Dlaczego?
- Saakar, to w innej galaktyce.- podeszła i dotknęła jego czoła.- Pepper tu chodzi o cały wszechświat...
- Tony, to pewnie przez te ostatnie wydarzenia.- patrzyła na niego, jak na wariata- czyli jak zwykle.- Powinnam była częściej cię odwiedzać.
- Jestem zdrowy, jak ryba i nawet trzeźwy, jak wczoraj.- opróżnił butelkę do końca.- Chciałem się pożegnać i prosić, żebyś nie mówiła tego wszystkiego "Tarczy", ostatnio trochę się pokłóciliśmy.
Podał jej drewnianą szkatułkę, w środku znajdował się drobny upominek i pendrive z wyjaśnieniem.
- Otwórz w domu.- przytulił ją mocno, wtulając twarz w jej włosy...
... po raz ostatni poczuł kojący zapach kobiety, który kojarzył mu się z bezpieczeństwem.
~*~
- Jarvis odnotuj ten skok napięcia.- jak zwykle nieobecny i maksymalnie skupiony pochylał się nad malutkimi elementami układu.- Włącz też pole antyteleportacyjne, żeby Doktorek przypadkiem wszystkiego nie popsuł i zamów mi pizzę, tą co zawsze.
Zignorował odpowiedź robota i zaczął dłubać, próbując złączyć części. Mimo dziesięciotysięcznokrotnego powiększenia oraz rękawic, które sam skonstruował, cholerne klocki nie chciały się poukładać. Był to ostatni element jego ulubionych w ostatnim czasie puzzli. Odkąd odebrali pierwszy sygnał, z cacka którym odleciał Banner i zarejestrowali na nim jego obecność minęła niecała doba. I tak jak przewidział to Strange miejsce jego pobytu było takie same, jak miejsce pobytu Thora. Miliarder naprawdę nie chciał wiedzieć, czemu mag nałożył na niego zaklęcie namierzające. Ostatecznie Doktorek miał słaby gust. Udało się już prawie przygotować wszystko do drogi. Tony póki co starał się nie myśleć o tym, co tak właściwie robią. To było pierwsze, do tego stopnia szalone przedsięwzięcie, ze wszystkich podjętych bez zastanowienia, a miał ich naprawdę sporo... Mimo wszystko nie mieli innego wyjścia.
- Prędkość ruchu o trzy procent w dół, powiększenie obrazu dwa tysiące w górę, zmień na "Whole Lotta Rosie".- mruknął pod nosem i zaczął na nowo bawić się, w pięciolatka...
- Powinni to jakoś nazwać, może "Syndrom Starka", albo nie... skrót taki średni...- próbował dalej.- To hmm... "Parkinson 2.0", skrót lepszy.
Jedno wielkie nic i o mało nie rozwalił układu.
- Jarvis, czy te kurewskie ręce przestaną mi się trząść?! - wykrzyknął wściekły na siebie.
- Obawiam się, że nie, sir.- odparł w tym momencie, zbyt opanowany głos komputera, co tylko bardziej rozeźliło Tonyego.- Wczoraj dostarczył pan znaczną dawkę alkoholu do swojego organizmu, jest pan przemęczony i dawno nie miał pan odpowiedniego zastrzyku adrenaliny, co daje efekt odstawienia, połączony z zatruciem alkoholowym. Prawdopodobnie to zbyt małe stężenie adrenaliny stanowi, główny problem, sir.
W jego przypadku odstawienie adrenaliny, to odebranie sobie życia, a przynajmniej chęci. Faktycznie miał ochotę coś rozwalić, albo skoczyć na bungee. Tymczasem próbując się opanować wrócił do pracy. Ostrożnie, bardzo powoli obrócił element i...
- Kto ważył się wyłączyć muzykę?! - serce podjechało mu do gardła, błyskawicznie oderwał się od warsztatu.- Czy zdajesz sobie sprawę, że omal nie wysadziłem połowy Stark Tower?! Jeszcze byś nie przeżył, a z trupami to ja nie lubię.
- Jeszcze nie skończyłeś? - Stephen rzucił okiem, na ekran panelu, po czym rozsiadł się na kanapie, jego ulubionego Chevroleta.- Dzień dobry, Jarvis.
- Witam, panie Strange.- odparł SI.- Muszę upomnieć pana, z powodu wtargnięcia do warsztatu. Procedury... Upominam.
- Dziękuję.- uśmiechnął się złośliwie do Tonyego.- Załatwisz mi jakąś herbatę Jarvisie?
- Już się robi, panie Strange.
- I ty Brutusie...- szepnął teatralnie wynalazca.- Prawie skończyłem, Doktorku i gdybyś tu nie przylazł już by było po wszystkim. Poczułeś się samotny, czy masz cieczkę?
- I tu cię zaskoczę.- odebrał herbatę od jednego z droidów.- Nie i nie, a teraz Stark bądź tak miły rób co masz zrobić i ruszamy.
- Ale jeszcze raz, żebym dobrze zrozumiał...- nie żeby coś, ale magia to była całkiem nowa dziedzina jego wiedzy.- Lecimy moim statkiem kosmicznym wprost do portalu, a potem przenosisz nas w czasie, w trakcie przelatywania przez portal, bo gdzieś tam w największym zadupiu świata czas płynie inaczej i chcesz zminimalizować ryzyko otworzenia dziury w czasoprzestrzeni, tak?
- Pięć punktów dla Gryffindoru.- zamrugał widząc zdziwienie Starka.- Nie czytałeś Harrego Pottera?
- No dzieciństwo miałem niezbyt udane.- wytarł palce ze smaru i chwycił za szklankę wody.
- Pijasz coś innego prócz whyski? - Strange uniósł w zdumieniu brew.
- Do tego bez procentów.- przyjrzał się przezroczystej cieczy, unosząc szklankę tuż przed oczyma. Tafla, ani drgnęła. Teza Jarvisa zdawała się potwierdzać.
- Zapiszę ten dzień w pamiętniczku.- zapiszczał mag, parodiując nastolatkę.
- Jesteś, aż tak wokalny? - wyrwał się z zamyślenia.- Mogę cię poznać bliżej?
- Nie.
Miliarder zmierzył pomieszczenie wzrokiem, analizując ostatnie wspomnienia. Większość widział przez mgłę, głównie przez to że ciągle chodził pijany.
- Napisałeś już swój list pożegnalny? - Tony sięgnął po kawałek pizzy.
- Jakoś mi wyleciało z głowy, w ostatnich godzinach byłem trochę zajęty.- odparł z lekkim rozbawieniem.- A ty?
- Już dobre parę lat temu.- podszedł z powrotem do stołu laboratoryjnego. Raz kozie śmierć.- Rhodes, Pepper i to tyle.
- Zapomniałeś o mnie? - rzucił oskarżycielsko.
- No i popsułeś niespodziankę.- już prawię, prawię się udało. Złączył elementy, a układ zaświecił niebieskim blaskiem. Udało się... Uśmiechnął się z satysfakcją.- Jarvis wyślij wszystko na dach, procedura "bóg mnie opuścił", protokół trzeci.
- Tak jest, sir.- odparł głos.- Mam podłączyć moją drugą płytę główną?
- Tak, Jarvis.- ruszył w kierunku windy, a arcy mag za nim.- No panowie! Spadamy stąd! ... Nie przeniesiesz nas Strange?
- Grasz w gry, co nie? - Tony skinął głową.- Kumuluję manę, wiesz muszę się postarać nie zapętlić nas w czasie, nie zniszczyć czasoprzestrzeni i takie tam...
- Ale tak będzie mniej efektownie! - zaprotestował miliarder.
- Przekonałeś mnie.- wykonał parę szybkich ruchów i przeniósł ich na dach, po czym Tony prawie zwymiotował.
- To by było na tyle z efektowności! - Strange zdzielił go po głowie.
- Auaa! - krzyknął zzieleniały Tony.
- Wszystko popsułeś...
... a w taki sposób odlecieli z Ziemi (przez magiczny portal otworzony nad Stark Tower, podnosząc alarm o najeździe kosmitów w całym Nowym Yorku).
~*~
Saakar wyglądało jak jeden, naprawdę wielki żart, bajzel, burdel. Hałdy fantów - od wyboru do koloru. Wszelkiego rodzaju śmieci spadające z każdej strony, połączone z bardzo zaawansowanymi technologicznie budowlami, odrobiną magii oraz krążącymi nad tym wszystkim statkami kosmicznymi. Pierwszym skojarzeniem jakie przyszło do głowy Tonyemu, był jego warsztat. Wśród masy sprzętów, i śmieci trzymał dzieła sztuki, zabytkowe wozy, zbroje od MARK I wzwyż, kolekcje płyt AC DC, generalnie wszystko... W przyjemnym chaosie. Ten bajzel wcale go nie uspokajał, ani nie stymulował jego wyobraźni. To była ta odmiana, która sprawiała że człowiek czuł się ogromnie zagubiony. Tyle że Stark miał Strange'a, Jarvisa, oraz swój sprzęt i nie raz znajdował się w gorszych tarapatach. Tym razem burdel, których miliarder zazwyczaj unikał, zapowiadał przygodną, świetną zabawę.
Minęło ich kilka ścigaczy.
- Oni serio nas nie widzą.- Tony parsknął śmiechem.- Jarvis podaj sygnał z nadajnika, o którym Banner jeszcze nie wie, że go posiada.
- Trochę zniekształcony, ale idealnie na drodze naszego kursu, sir.- wyrecytował Głos.- Mimo oczywistego podziwu, dla niesamowitego kamuflażu statku... Chciałbym zaznaczyć, że powinniśmy być bardziej ostrożni, sir. Tutaj prawa fizyki zdają się być nieco zakłócone, odbieram sprzeczne sygnały.
- Jarvis, Jarvis, Jarvis...- mruknął Tony skupiając się na panelu przed nim.- Znajdujemy się w miejscu, gdzie psy dupami szczekają, śmieci z nieba spadają, a Strange zapomniał, że odbija się w szybie zachodząc mnie od tyłu.
- Mów lepiej jak ci się podoba zabawa.- wskazał na widok rozpierający się przed nimi.- Prawie jak w domu, prawda? Czasem mam wrażenie jakby ktoś znowu wrzucił mnie do mojego pokoju za czasów liceum... Co powiesz na wejście smoka? Jarvis, muzyka!
Zabrzmiały pierwsze nuty AC DC, a mężczyźni zbili piątkę, gdy znaleźli się w centrum miasta, a lokalizator pokazał im trójwymiarową siatkę skanu budynków, z dokładną co do metra lokalizacją Bruce'a.
Nawet dobrze się dogadywali zwłaszcza w kwestii muzyki. Oczywiście tylko wtedy, gdy Mistrz Sztuk Muzycznych nie wyskakiwał co chwila, z jakże niesamowicie interesującymi datami, powstania konkretnych piosenek, czy równie porywającymi faktami. No przynajmniej ktoś wreszcie doceniał rytm dobrego rocka.
I've been looking at the sky
'Cause it's gettin' me high...
'Cause it's gettin' me high...
- Well, we're back in black! - Stark otworzył butelkę whyski i pociągnął z niej potężny łyk.- Jeszcze nie nazwałem mojej latającej kruszynki...
- Tylko błagam nie na moją cześć, to by było "dziwne"...- Strange bawił się rzucaniem piłki przez portal. Wypadała z jednej strony wolniej, z drugiej szybciej. Ciekawe...
-Mógłbyś stworzyć dwa portale?- nagle zaświtał mu w głowie pewien pomysł.- Wpada w jeden wypada przez drugi?
- Perpetuum mobile, co? - uśmiechnął się kpiąco.- Po jakimś czasie piłka nie wytrzyma, ale nie przejmuj się. Magia i tak łamię twoje ukochane zasady fizyki. Sama w sobie stanowi legendarne "Perpetuum Mobile".
- Dzięki za wykład, doktorku.- skinął mu głową.- Jarvis wycisz muzykę, bez odbioru.
- No, no Króliczku.- mag oparł się na jego ramieniu.- Całkiem zgrany z nas duet. Lecimy do tego pięknego budyneczku z podobizną Hulka. Parkuj.
- Kto chciał mieć tę czupakabrę na elewacji? - Tony skrzywił się malowniczo.- Nie wiem czy chcę poznać gospodarzy, w obliczu tak rażącego braku gustu...
- Ty widziałeś z zewnątrz Stark Tower? - parsknął Stephen.
Wyłączył silniki i zaczął zniżać lot swojego "Unfinity".
Podążyli prawdopodobnie pod prąd, za pasem startowym i wlecieli do wnętrza budynku, wciąż niewidzialni. Cudeńko Tonyego mimo wszystko wytwarzało jakiś hałas.
Podążyli prawdopodobnie pod prąd, za pasem startowym i wlecieli do wnętrza budynku, wciąż niewidzialni. Cudeńko Tonyego mimo wszystko wytwarzało jakiś hałas.
- Nikt nas nie przywitał?
Zatrzymali się w pełnym statków kosmicznych parkingu... Nikt nie wyszedł z wyciągniętą spluwą, maczugą, ani nawet głowicą jądrową.
- Daj obraz w podczerwieni.- mruknął zamyślony. Strange pilnie obserwował jego poczynania. Hologram wyświetlił brak form życia w hangarze.
- Steve, spójrz.- znów parsknął śmiechem, podsuwając hologram niemal pod nos doktora.- To trochę zabawne, ale jak na mój gust, nieco dziwne.
- Dobra zostawiamy lokalizator na statku.- mruknął wzruszając ramionami.- Podłączyłem tu parę zaklęć, jakby coś poszło nie tak, to może trochę się zmęczę, ale przeniosę nas tu portalem.
- No to idziemy, Jarvis podaj zbroję.- wyciągnął rękę do maga i wręczył mu słuchawkę z nadajnikiem.- To jakby coś nas rozdzieliło. Idziemy po Bruce'a, potem po Thora i... na Asgard.
- Przyznaj, że zazdrościsz.- Strange uniósł brew.
- No wiesz, tyłek to akurat mam zgrabniejszy, stylista też lepszy.- klepnął go w pośladek.
-Stark, kochanie... Bo wezmę to sobie za obietnicę.- mruknął głębokim głosem i dodał już całkiem normalnie.- Chodzi mi o samowystarczalność, przyznaj że magia jest całkiem potężna, nie ma takich ograniczeń jak twoja nauka.
- Pfff...- machnął niedbale ręką.- Szarlatanie drogi, doceniam twe starania, ale i tak mam bardziej wyczesany kostium. Nie pocieszaj się.
- Kwestia gustu i jego braku, Stark.- uchylił się przed przelatującą butelką.
- Dobra idziemy.- wyszli na zewnątrz początkowo ostrożnie rozglądając się.
- Strange tu faktycznie nie ma żywej duszy.- Tony obserwował na czytnikach całą okolicę.- Gdzie wszystkich wywiało? Jarvis podaj skan następnych pomieszczeń, którędy mamy iść?
- Najwięcej osób znajduję się na piętrze pod wami, sir.- odezwał się SI, wyświetlając mu model budynku.- Naprzeciwko was odbywają się walki, włamałem się do ich sieci. Mają tutaj arenę gladiatorów. Przywódcą tej planety jest nijaki Grand Master. Znajduję się właśnie pod wami. Obecnie wybuchł bunt niewolników. Ktoś o autoryzowanym dostępie do sieci wyłączył ich systemy bezpieczeństwa. Zmierzają do was grupy wojowników i rewolucjonistów. Proponuję porozmawiać z Grand Master'em. Pan Banner to chyba jego ulubieniec, faworyt w walkach.
Tony zagwizdał. Czyli nie Banner, a Hulk będzie wesoło.
- Strange, mógłbyś?
- Już otwieram króliczą norę.- zatoczył kilka kręgów, postrzelał z palców iskrami i utworzył owalne przejście.
Po chwili znajdowali się na muszkach wszelkiego typu broni, wszelkiego typu stworzeń. Tonyego zaczął wkurzać ten cały misz-masz (nie żeby był rasistą, ale w głowie mu się kręciło powoli od nadmiaru informacji), choć z drugiej strony był w siódmym niebie... Taka technologia! Tyle nowych informacji! Musiał trochę wyluzować i się napić.
- No i jednak jest komitet powitalny.- zaklaskał opancerzonymi dłońmi.
- A wy to kto? - dziwnie wyglądający koleś, ewidentnie w złym humorze wstał z krzesła i odebrał z rąk grubej, brzydkiej baby jakąś laskę.- Kolejni rebelianci? Więcej was matka nie miała?
- Goście.- wyszczerzył się mag.
- O! To ciekawe! - oblicze mężczyzny kompletnie się zmieniło.- Ale nie w porę. Jakiś pan Piorunów zabrał sobie mojego Czempiona! Mogę was rozpuścić?
- Wariat.- Tony wydał werdykt.- Przybij sztamę.
Wyciągnął rękę. Któryś z ochroniarzy wystrzelił do niego pocisk, a ten odbił się rykoszetem. Gospodarz wściekł się.
- Pozwoliłem strzelać do moich gości?! - pokazał ręką drzwi.- Złomiarko, sprowadź mi Czempiona, goście chodzicie ze mną.
Gruba kobieta, której Tony wcale nie zamierzał poznawać bliżej, skinęła głową i odeszła, zabierają ze sobą część kolesi z bronią.
Weszli do nowego pomieszczenia pełnego szalonych kolorów i geometrycznych kształtów. Gdy wzrok Tonyego przyzwyczaił się do barwnych rozbłysków świateł, a elektroniczna muzyka przestała wadzić w uszach, zorientował się że to prawdopodobnie salon. Na jednej z sof siedziały jakieś kobiety ubrane w równie wymyślne wdzianka, co gospodarz.
- Jarvis zdaj raporcik szczegółowy z całej działalności tutaj. Strange'owi też.- wyszeptał i wsłuchał się, we wszystkie informacje, jakie SI było w stanie wyczytać, żerując na Saakarskich bazach danych.
- Napijecie się? - Mistrzunio wskazał na przypuszczalnie dobrze, a całkiem ciekawie wyposażony barek.- Zaraz pogadamy, tylko zwrócę się, z prośbą do mego ludu.
I wyszedł z sali.
- Z przyjemnością.- Strange pociągnął Tonyego do wodopoju, by po chwili rozwalić się na sofie.- On ma kryształ nieskończoności, potem dogonimy Hulka. Wydaje się, że Thor opanował sytuację, nie wiem jakim cudem, ale udało mu się. Jeśli poleci na Asgard, to będziemy mieli sporo czasu...
Miliarder skinął głową, póki co postanowił nie ściągać kostiumu, ale maskę musiał opuścić "Jarvis, przypomnij mi, żebym zamontował jakiś system do picia bez odsłaniania twarzy." Póki co nie miał wyboru, a nie wiadomo było co zaraz się wydarzy.
- Słuchaj, nie żeby coś...- zaczął po raz pierwszy, dając dojść do głosu męczącym go myślom.- Naprawdę świetna randka, doceniam. Jest jednak pewien problem. Trochę nie nadążam. Wiesz skarbie, bardzo cię lubię, ale to dzieje się za szybko. Nie wiem czy jestem gotowy...
- Co ty pieprzysz Stark? - Strange przyjrzał się mu uważnie.
- Staram się ci powiedzieć, że nawet nie mam kiedy pomyśleć.- wbił wzrok w butelkę.- Jestem wariatem - geniuszem, fakt. Nie wyklucza to jednak tego, że nadmiar informacji zaczyna mi działać na ciśnienie.
- Wyluzuj, jesteśmy najlepsi w radzeniu sobie w takich sytuacjach.- dalej bacznie się mu przyglądał. Tony rzadko mówił na poważnie, było coś na rzeczy.- Jak trochę się uspokoi to wszystko ci powyjaśniam.
- Ja nie mogę trwać w niewiedzy! - warknął Stark.- Nie mogę, rozumiesz?! To mnie zabija.
- Chwila moment.- Strange położył mu rękę na ramieniu.- Jesteś naukowcem. Wiesz, że pewne rzeczy po prostu są. Masz tego świadomość. Przejmij więc z pokorą, że dopóki nie załatwimy pewnych spraw, musisz poczekać. Nigdy nie będziemy wiedzieć wszystkiego.
- Nie jestem głupi.- uśmiechnął się krzywo.- Co innego przyjąć do wiadomości, co innego dążyć do zmiany stanu rzeczy. Fakt jestem naukowcem. Nie mogę się zatrzymywać. Muszę iść dalej.
- Jak każdy człowiek.- Pan Dziwny, miał doprawdy dziwny wyraz twarzy.- Jesteśmy skazani na ciągłe zadawanie, niekończących się pytań, ciągłe wpadanie w ślepe zaułki. Nasze żałosne życia... Upadki, wzloty, poszukiwanie, dążenie, ślepe bardziej lub mniej. Każdy nieważne, jak daleko znajdzie wciąż czegoś nie wie.
- Dlatego "Unfinity".- mruknął miliarder.
Zapadła cisza, tego lepszego rodzaju. Każdy z nich odpłynął w krainę własnych przemyśleń, nie wiedząc nawet jak bardzo bliźniaczych. "Czasem lepiej nie mieć planu, czasem po prostu trzeba iść dalej." Usłyszeli wybuch gdzieś na wyższym poziomie.
- Myślisz, że wróci z obstawą? - miliarder rozejrzał się ostrożnie.- Ten sekciarz.
- Wydaje się być w kropce, ale jest równo pogrzany.- Strange puścił mu oko.- Szybko się zaadaptuje, martwiłbym się raczej tą panią ochroniarz...
- Jakaś trauma z dzieciństwa? - otworzył kolejną butelkę.- Czy tu nie ma do cholerny, niczego normalnego do picia?! Same słodkie sikacze... No nie! Kolejny.
- Wyjdzie ci na zdrowie, Jarvis podaj mi lokalizacje kamienia, wytwarza skoki napięcia podobne do Mjölnira, kiedy Thor go nie używa, albo weź sobie na wzór oko Agamoto.- mag przygładził pelerynę rozwalając się bardziej na kanapie.
- Tak jest, panie Strange.- odparł SI.- Radziłbym jednak ograniczać bezpośredni kontakt, z przedmiotami w tym pomieszczeniu. Grand Master nie należy do monogamistów, lubi zabawy zbiorowe.
Oboje wstali i zaczęli się otrzepywać.
- I po co udajesz, Stark? - oko Agamotto błysnęło złowieszczo na jego piersi, gdy Jarvis zakłócił jego pole energetycznego.- Wszyscy wiedzą, że lubisz te klimaty.
- Podglądasz mnie? - Tony wykorzystał, że mag stał odwrócony do niego plecami i wytarł dłonie w jego pelerynę.- Masz mój adres. Jakbym wiedział to byś tak równo dziś nie chodził, a lot tak mi się dłużył.
- Stark, ręczę za to, że mocno tego pożałujesz.- trochę zaskoczył go tak zimny głos towarzysza, ale co mu się dziwić... Tak protekcjonalny akt. Tony uśmiechnął się na tę myśl.
- Ręczysz? - uniósł brew w udawanym zdumieniu.- A ty w ogóle widziałeś swoje dłonie? Wiesz co zaczynam wierzyć w traumę z dzieciństwa...
- Powtarzasz się.- Steve wywrócił oczami.
- Wcale nie.- Tony pokazał mu język.
- Ależ tak.
- Nieprawda.
- Wariat wrócił.
- I kto to mówi?
- Przeszkadzam, czy mogę się dołączyć? - posłał im lubieżne spojrzenie i usiadł naprzeciw nich, a panienki od razu go otoczyły.
- Do twarzy ci z nimi.- parsknął Tony.- Pasują znacznie lepiej niż tamta... Kobieta nieciekawych kształtów... To nie mamusia?
- Ahhh... Nie.- pogładził ręką pośladek jednej z kobiet.- Co was tu sprowadza? Streszczajcie się. Wiecie mam tu bunt do stłumienia.
- Z tego co widzę.- tym razem Strange zabrał głos.- To raczej go nie stłumisz.
Twarz Gospodarza spięła się. Wykonał gest, a dziewczyny zaczęły masować jego ramiona. Nachylił się do nich lekko.
- Słucham... Czego chcecie i co macie do zaoferowania?
- Kamienie nieskończoności w zamian za naprawienie szkód, usprawnienie systemów obronnych i takie tam.- Strange założył ramiona na piersi i przyjrzał się paznokciom.
- Ha! - Grand Master odchylił się i pociągnął jedną z panienek na kolana.- A już prawie was polubiłem... Chcę was zabić, ale to by był zły początek znajomości. Po co wam moje śliczne, czerwone, bezcenne skarbeńki?
- Thanos, mówi ci to coś? - Strange lekko napiął dłonie, co dało Tony'emu sygnał, by zamknął maskę.- To jak umowa stoi?
- Pytałem po co, ale możecie już sobie iść.- skinął głową kobietom, w okół.- Jeśli zdołacie...
Piękne długonogie istoty, które dotychczas Tony naprawdę doceniał zaczęły zmieniać kształt i zielenieć. Ani dłużej myśląc posłał w ich kierunku pociski z repulsorów, a mag wyczarował portal, w który bez namysłu wskoczyli.
- Szybko! - wykrzyknął gdy znaleźli się w pomieszczeniu pełnym przeróżnego rodzaju nieistniejących, łamiących prawa fizyki i przekraczających granicę wyobraźni przedmiotów, zwierząt i roślin.- Małe, czerwone! I spadamy stąd, bo zaraz będziemy mieli te harpie na głowie!
Rozbiegli się w przeciwne strony unikając zderzenia z tym co oślizgłe, zabójcze lub wybuchowe Tony potknął się o jakiś gigantyczny kciuk i wpadł prawie na motyla wielkości człowieka, który siedział na czymś co początkowo wyglądało jak niebieskawe korale. Kiedy się, całkiem przypadkiem zgniotło zrozumiał, że są to jaja. Motyl wydał syk, jeśli w ogóle było to możliwe i natychmiast zmienił kolor z błękitnego, na brudnoczerwony.
- STRANGE!- zrobił w tył zwrot.- Goni mnie krwiożerczy motyl!
- Sir, ktoś właśnie ukradł wam statek.- odezwał się Jarvis.- Proponowałbym, aby się panowie pospieszyli.
- Słyszysz Strange?! - krzyknął przeskakując, nad czymś co wyglądało jak zmumifikowany koliber wrośnięty w klepsydrę, w której sypał się opalizujący proszek. W biegu chwycił szklaną kulkę, ze sztucznym śniegiem i rzucił w prost w uzębioną w kilka rzędów ostrych kłów paszczę motyla. Kiedy tylko zniknęła ona w jego przełyku ten zmienił się w ogromny sopel lodu.
- Czyli to nie był sztuczny śnieg.- rozejrzał się dookoła, ale nie dostrzegł niczego, co chociaż przypominałoby kamienie.
- Sir, zostało wam około dwanaście minut, zanim stracicie możliwość opuszczenia Saakar w jednym kawałku i trzy minuty, dwadzieścia trzy sekundy, zanim pojawią się tu te urocze damy.- SI zatrzeszczał w słuchawce, swoim śmiesznym akcentem.
- Steve, skarbie zazwyczaj nie lubię się spieszyć, ale robi się dość gorąco.- chwycił w dłoń malutką figurkę Cadillaca, która leżała wśród osobliwej kolekcji zabawkowych wozów.- Wynagrodzę ci to później kochanie, długa gra wstępna czy coś...
- ZNALAZŁEM!
Tony obrócił się do źródła triumfalnego okrzyku, ale za sobą wciąż miał tylko urokliwego motylka.
- Tony, rusz się.- mężczyzna aż podskoczył, gdy Stephen położył mu rękę na ramieniu i przerzucił ich przez portal.
- W końcu udało ci się mnie podejść, która to próba? - Stark sprzedał mu kuksańca w bok.
- Dwunasta, sir.
- Myślałem, że jesteśmy kumplami, Jarvisie.- urażony były chirurg oparł się o ścianę statku, na który ich przeniósł i zjechał siadając na podłodze. Tony poszedł w jego ślady próbując uspokoić oddech.
- Cóż...- rzucił po chwili.- Z tobą to właściwie wszystko jest jakieś szybkie.
- To przez mój urok osobisty i piękne oczy, Króliczku.- Strange robiący dzióbek... Teraz to Tony na sto procent będzie miał koszmary.
- Złap oddech staruszku i choć poznać naszych złodziei.- szepnął mu do ucha głębokim głosem, tak że po plecach Starka przeszły ciarki.
- Staruszku? - wstał szybko.- Wypraszam sobie. Z naszej dwójki to ty siwiejesz.
- Sir, mamy kłopoty.- zaalarmował SI.- W waszym kierunku zmierza Loki Laufeyson. Mam szykować systemy obronne? Znajdujemy się cztery kilometry nad powierzchnią ziemi i jesteśmy pod stałym ostrzałem, sir.
- Ten to dopiero jest stary.- podsumował Strange krzywiąc się malowniczo.
- Mówił ci ktoś, że prawdziwy z ciebie Mistrz Sztuk Mimicznych.- Tony pokazał mu język i dodał po chwili.- Wyluzuj Jarvis, mamy tu swojego Davida Copperfielda.
Komentarze
Prześlij komentarz